joanna agnieszka magdalena borowska, stąd jamb. leżajsk, rzeszów, kraków. nieszczęsna polonistyka uj. gg 2177077 hasło do archiwum na zamówienie, uśmiech. x<''3!!!!~ x<'3!!!!~ *.*!!!!~


galaz lekow psychotropowych nie jest popularna w zadnym naszych kregow. przez ostatnich piec lat spotykam sie twarza w twarz ze zdziwieniem. tlumacze to sobie tak: na poczatku byla ciekawosc, a ciekawosc stala sie niecierpliwoscia i zmutowalo w przerost uczuc. to naturalna droga, wydeptana milionami palcow przesypujacych bialy, zolty, bezbarwny proszek z plastikowych, aluminiowych, papierowych zawiniatek na lustra, karty kredytowe, blaty stolow. kiedy na poczatku jest ciekawosc, cel kokainy jest normalna droga prowadzaca przez meandry pigulek i powolne nurty dymu. ciekawosc, nie desperacja. od desperacji zaczynaja sie lekarstwa na wieczny sen.

i tak o tym nikomu nie opowiadalam - jakie to uczucie, kiedy jest sie w imadle ze strachu przed wlasna smiercia i ze strachu przed kolejna minuta wlasnego zycia. jakie to szczelne i jakie hermetyczne, jak sie w tym nie mozna ruszyc i jak w tym nie mozna znalezc oparcia. od ciekawosci zaczyna sie cel tracenia siebie. od nieprzemozonej checi doszczetnego stracenia siebie zaczynaja sie leki psychotropowe. jesli popatrzylby mi w oczy i zapytal: gdzie widzisz roznice? powiedzialabym ze kokainista, heroinista, ekstatyk, amfetaminista walczy o siebie w izolacji od otoczenia. a dobrze rozegrany intelektualnie psychotropista walczy o odizolowanie sie od siebie. nie jestem pewna. nie wiem, ile we mnie wtedy bylo ciekawosci. moze jej po prostu nie pamietam.

pamietam swoja pierwsza kokaine. swojego pierwszego ani kolejnego lorazepamu, oksazepamu, nitrazepamu nie pamietam. to glowna roznica.

wszystko, jak zawsza, zaczyna sie w ciemnosci. jest noc, jest 4 rano, za kilkanascie minut 21 lat i 320 dni temu rodze sie i to poczatek mojego konca. teraz wchodze do pokoju, staram sie byc bezglosna i mi sie udaje. szeleszcza, skrzypia tylko moje rzeczy. klade, przekladam. ktos sie budzi, ktos sie porusza, ktos otwiera oczy - w takiej kolejnosci. to mezczyzna, wiec zaczynam rozmowe. i'm stupid and i know it. pada slowo meeting, pada fraza same as me. wychodze do sklepu nieostroznie, nie przyjmujac pomocy. sklep to po rosyjsku kaplica cmentarna, o tym wiem piec dni pozniej. jeszcze nie wiem, jeszcze sie plawie w polskim, jeszcze nie przychodzi mi do glowy ewropejski inteljekt. szybko przyjdzie mi zalowac, bo w swietle dziennym okaze sie, ze to estetycznie najpiekniejszy, najbardziej symetryczny, najbardziej zachowujacy wizualne proporcje czlowiek, jakiego widze w zyciu. ale jeszcze nie teraz, jeszcze do mnie mowi go left, left and then left bez przekonania, zniesmaczony ta moja nieostroznoscia wyniesiona z braku niezaleznosci albo z uzaleznienia. i ja go zupelnie nie widze przez ta moja codzienna otwartosc oczu, sa otwarte na cztery spusty: na sok na sniadanie, na Michala, na poczucie niepokoju, na zachowywanie bezpiecznych granic.

w pierwszym starciu wygrywam, w drugim wygrywam, ale zwyciestwo jest watpliwe - nie pozwalam mu sie przebic i sie nie przebija, ale krotko potem potrzebuje go miec w srodku swojej glowy i w srodku swojego szczatkowego dobra, potrzebuje go wpuscic na moja plantacje, gdzie w najwyzszych standardach sanitarnych, przy zachowaniu procedur bezpieczenstwa, przy wykorzystaniu najnowszych profesjonalnych technologii hoduje sie ostatnie sadzonki z ostatniej partii nasion mojego zaufania. on, co jest zrozumiale, nie chce sie tam pchac na sile, a potem w ogole nie chce sie tam znalezc, co jest zrozumiale przeze mnie i szanowane jako najwyzsza persona z wszystkich personifikacji uczuc, ktorymi darza mnie ludzie.

tak rzadko zdarza mi sie walczyc o obcych ludzi, tak paskudnie doroslam przez ostatnich kilka lat. tak bardzo nie wiem, jak ta doroslosc z siebie wyplenic.

wszystko, jak zawsze, zaczyna sie w ciemnosci - nie otwieram oczu po przebudzeniu, targuje sie o noc z czasem, czas jak zawsze wygrywa.

jeden z tych najwspanialszych momentow zycia, ktorych schemat emocjonalny pamietam ze szczegolami, ma miejsce 12 maja 2012 roku, w miescie Skopje, w kuchni obcego domu i mam nadzieje, ze tak jak trwa teraz, tak bedzie trwal wiecznie w postaci tagu do slowa "dobrze", w postaci formy do tresci "spokoj". jestesmy, rozmawiamy, przygotowujemy jedzenie, jemy, rozmawiamy. jestesmy bezpieczni, rozmawa jest ciepla, wspolpraca przyjemna, jedzenie dobre, slowa wysluchane, wyczekane. ja sie przy nim teraz, przy tym masle z chlebem i przy cukrze z herbata, ja sie przy nim teraz niczego, niczego nie boje. ja sie przy nim niczego nie boje. ja sie teraz (niech to teraz to bedzie Bog, niech to bedzie milosc i niech to bedzie wiecznosc) zupelnie niczego nie boje. i nie jestem nigdzie poza tym miejscem i czasem, i przestrzenia, w ktorej jest moje cialo i to pierwszy taki raz w moim zyciu i warto na niego czekac przez czas przed nim, warto w nim uczestniczyc z pelnym poczuciem odpowiedzialnosci jako skladowa przyjemnosci. to tak, jakby sie w tym czasie, w tym byciu, jedzeniu, rozmawianiu zmieniac i pozostac w nim na stale zmienna, niezaleznie od warunkow przyszlych czasow terazniejszych, niezaleznie od miejsc i czasow, ktore nastepuja w innych plaszczyznach - byc w tym momencie zmienna spelniajaca warunek stalego wzrostu, gdzie os x jest osia czasu, a os y jest osia doskonalenia.

vero jest sklepem spozywczo-przemyslowy z ponad 200 butelkami wina. pierwszy raz w zyciu zyje przy ladzie z serami. twardy, sirjozna?, sirjozna - to jest mile uczucie - to zycie.



poczucie pewnosci nowego zycia, to cos, co warto by bylo kiedys opisac slowami.


Rosjanin, Zydowka, Bialorusin, Liwinka, Polak. Greta, 17. 14, kadet - Danowicz. krance, okregi. marszczy czolo, slyszac Niemcow. twarz jak dobra literatura - znaczaca, przyjemna w czytaniu, prosta w przekazie, znaczaca. u tjebja mnogo kompleksow, biedne, male dziecko z Polski. u tjebja mnogo kompleksow, Masza, szpionie. u tjebja mnogo kompleksow dragon ilie dziewuszka. eto twoja imaginacyja. merlot, vrenec, riesling, cabernet, roza alexandria. kot, pies, zona, chomik, dzieci, krowa, kury. swoje miejsce w ograniczonej przestrzeni czyjegos ciala, transgresja podziwu dla drugiego czlowieka. nowa jakosc zycia (co warto by bylo kiedys opisac mu slowami). chardonnay. http://www.youtube.com/watch?v=sYC_d0Ey0hA





niewidoczna@gmail.com || Jeremi

the more i see the less i know
the more i want to let it go

tu miała być mysza! ale uciekła.